wtorek, 6 listopada 2012

Recenzja | Magnolia



            Zbieg okoliczności, złośliwość przedmiotów martwych, opatrzność losu. Sytuacji, w których mogliśmy ich doświadczyć, każdy z nas może wskazać przynajmniej kilka. Magnolia pokazuje, iż wiele takie czynników, może stworzyć całkowicie nieoczekiwane przez nikogo skutki.
            Bohaterami tego filmu są zwykli ludzie. Można nawet powiedzieć, że stanowią oni pewien dziwaczny przekrój społeczeństwa. Jest tutaj nieudolny policjant, narkomanka, śmiertelnie chory starzec, niezwykle uzdolniony chłopiec, czy też pielęgniarz. Każda z tych osób, a jest ich aż dwanaście, jest tak samo ważna. Wszyscy przedstawiają zupełnie odmienne historie z jednego dnia w San Fernando. Z pozoru nie są ze sobą w żaden sposób związani, ale połączy ich jeden, bardzo ważny aspekt. Doświadczą czegoś, co na zawsze, diametralnie odmieni ich życie. Spotkają się ze swoimi demonami, odkryją w sobie zupełnie nieznane im emocje, doświadczą oczyszczenia (katharsis).
            Struktura Magnolii jest wyjątkowa, albowiem równocześnie poznajemy wiele różnych historii. Na szczęście, nie trudno jest nad wszystkim zapanować. Reżyser, Paul Thomas Anderson (nie spokrewniony z Wesem Andersonem), zadbał o perfekcyjne dopracowanie wielu szczegółów. Podczas jego oglądania, byłem absolutnie zachwycony długimi ujęciami, nie przerywanymi w żaden sposób. Uczucia i ich piękno, nieskazitelność, jakie towarzyszyły aktorom podczas wielu scen jest nie do opisania. Aktorzy, mówiąc kolokwialnie, odwalili kawał dobrej roboty. Widz nie musi się zastanawiać nad tym, co czuje dana postać. Widać to z jej twarzy gołym okiem.
            Świat przedstawiony w tym obrazie jest realny, prawdziwy. W niczym nie odbiega od tego, w którym żyjemy my. Wydaję mi się, że reżyser chciał przez to dać do zrozumienia, że każdy z nas cierpi, bez względu na wiek, majątek, status społeczny. Te cierpienia pozwalają nam jednak na dokonanie refleksji, zmiany w swoich życiu i koniec końców, wychodzą nam na dobre.

            Nieprzewidywalne zwroty akcji, niejednolita struktura, świetny, niecodzienny scenariusz, wyraziści bohaterowie, grani przez najbardziej znanych, najlepszych aktorów w branży, czy nawet realistycznie ukazane zjawiska pogodowe. To wszystko złożyło się na fakt, że film ten na długo pozostanie on w mojej pamięci.

Ocena ogólna: 10/10.

piątek, 2 listopada 2012

Recenzja | Another Earth (Druga Ziemia)


            Co by się stało, gdyby nagle ktoś powiedział, że całkiem blisko naszej ukochanej Ziemi, została odkryta planeta, na której w teorii może istnieć życie? Prawdopodobnie dla zwykłego śmiertelnika nie miało by to większego znaczenia, gdyż już teraz jesteśmy świadomi istnienia takich ciał niebieskich. A co, jeżeli owa planeta byłaby doskonałą kopią naszej (wliczając w to kopie nas samych) i każdego dnia zbliżała się do nas w niewiarygodnym wręcz tempie? Brzmi ciekawie, prawda?
            Takie pytanie zostaje postawione widzowi Another Earth. To, co dzieje się na świecie i jakie zmiany przyniosło owe niebywałe odkrycie, postrzegamy z perspektywy Rhody Williams. Jest ona dobrze zapowiadającą się, przyszłą studentką Massachusetts Institute of Technology. Niestety, w wyniku wypadku samochodowego spowodowanego przez nią, przecinają się szlaki jej i pewnego znanego kompozytora. Życie obojga zostaje odwrócone do góry nogami i tylko ona może je naprawić. Wszystkiemu towarzyszy tytułowa Druga Ziemia, która ma znaczący wpływa na całą historię.
            Another Earth jest debiutem reżyserskim Mike'a Cahilla i dlatego też możemy się spodziewać po nim pewnych błędów. Nie są one niewybaczalne, ale także nie niedostrzegalne. W oczy najbardziej rzuca się, mówiąc szczerze, kiepska gra aktorska większości aktorów (z wyjątkiem muzyka, w którego wcielił się William Mapother). Postacie, pomimo faktu, że napisane są wyjątkowo dobrze (tak, jak i cały film) wydają się sztuczne, nieprawdziwe. Aktorzy mogli znacznie bardziej się postarać.
            Nie podoba mi się niebieski filtr dodany w post-produkcji, obecny w bardzo wielu ujęciach. Taki zabieg bardzo skutecznie ogranicza postrzegania piękna różnorodności kolorów. Negatywnie jestem nastawiony także do kamery, a dokładniej mówiąc, jej ruchliwości. Oglądając ten film, czasami można odnieść wrażenie, że kamerzysta dostał w chwili kręcenia ataku padaczki (tzw. shaky cam). Znacznie lepiej byłoby, gdyby reżyser postanowił użyć statywu.
           
            Biorąc pod uwagę wszystkie te aspekty, obraz ten wywarł na mnie dość pozytywne wrażenie. Dostrzeżemy w nim, jak trudno głównym bohaterom oraz wszystkim ludziom, jest pogodzić się z zaistniałą sytuacją, jakie skutki niesie ze sobą tak niewyobrażalne odkrycie. Pomimo paru dość dużych wad, otrzymałem film, który naprawdę może się podobać. Wielki plus za oryginalny, bardzo dobrze napisany scenariusz.

wtorek, 30 października 2012

Garść newsów | 30.10.2012

Z ostatniej chwili: The Walt Disney Studios, którego chyba nikomu nie muszę przedstawiać, kupiło Lucasfilm, które jest odpowiedzialne za m.in. Gwiezdne Wojny. Kwota (zarówno w gotówce, jak i akcjach) przeznaczona na ten cel to ponad 4.05 miliarda dolarów. Dodatkowo, szefostwo nowo powstałej hybrydy, zapowiedziało wydanie siódmej już części sagi na 2015 rok (i powstanie kolejnych w ciągu najbliższych lat). Jestem pewien, że właśnie w tej chwili fani tego międzynarodowego fenomenu, jakim niewątpliwie są filmy o walkach z "ciemną stroną mocy" podzielili się na dwa obozy. Tych, którzy zaczęli w euforii odliczać dni do premiery i tych, nastawionych do całego przedsięwzięcia negatywnie.

Nowy wizerunek Austriaka
(kliknij, aby powiększyć)
 
Arnold Schwarzenegger wraca do korzeni filmów akcji. W najnowszej produkcji Davida Ayera (Dzień próby, Szybcy i wściekli, Bogowie ulicy), były gubernator stanu Kalifornia wcięli się w rolę dowódcy jednostki specjalnej policji. Jej członkowie, aby łatwo się wzbogacić, nadużywają swoich kompetencji i kradną należące do kartelu narkotykowego pieniądze. Czy jednak uda im się wzbogacić i jednocześnie nie stracić przy tym życia? Premiera Ten zapowiedziana jest na rok 2013.







Oprócz tego, światło dzienne ujrzały nowe zwiastuny dwóch filmów:

Szklana pułapka 5 (2013) - w najnowszej części serii John McClane (Bruce Willis) wraz ze swoim synem (Jai Courtney) starają się wygrać z czasem i zapobiec globalnemu konfliktowi atomowemu. Jak widać, nie daleko pada jabłko od jabłoni.

Django Unchained (2012) - w długo wyczekiwanej produkcji Quentina Tarantino, tytułowy Django (Jamie Foxx) wciela się w byłego niewolnika, który chce ocalić swoją żonę przed losem, jaki zgotował jej "pracodawca" (Leonardo Dicaprio). Zbiegowi pomagać będzie jego mentor, którego gra Christoph Waltz.

poniedziałek, 29 października 2012

Recenzja | Moonrise Kingdom (Kochankowie z Księżyca)

            Pierwsza, prawdziwa miłość. Najpiękniejsze znane człowiekowi (podobno) uczucie. Któż z nas może powiedzieć, że jej nigdy nie zaznał?

            Między innymi ja, aczkolwiek nie mogą tego powiedzieć bohaterowie najnowszego filmu w reżyserii Wesa Andersona, czyli Moonrise Kingdom (przetłumaczonego na język polski jako Kochankowie z Księżyca). Film ten opowiada historię wakacyjnego zauroczenia między dwoma nastolatkami, harcerzem oraz dziewczyną z dobrze usytuowanej rodziny.
Czas i miejsce w jakich przedstawiona opowieść ma miejsce nie mają większego znaczenia. Najważniejszym jest tutaj bowiem uniwersalizm przedstawionych wydarzeń i uczuć, które mają za zadanie przenieść nas (w zależności od osobistych doświadczeń) w przeszłość lub do świata marzeń, gdzie nie istnieją żelazne reguły znane nam wszystkim z codziennego życia.
            Kochankowie, będąc nieświadomie w sobie zakochanymi, po dłuższej znajomości, postanawiają razem uciec w nieokiełznany i pełen tajemnic świat. Na łono natury, nieskażone (tak jak ich miłość) przez innych ludzi. Coś takiego byłoby jednak zbyt proste i nudne, zatem zanim odkryją siebie, los będzie rzucał im pod nogi kłody w postaci złowieszczych sił natury lub poszukujących ich rodziców. Czy jest to jednak historia tylko o wzajemnym uczuciu dwojga dwunastolatków? Na pierwszy rzut oka może się tak wydawać, jednak odpowiedź jest inna.
            Pomimo faktu cukierkowości świata przedstawionego, ludzie cały czas borykają się z wieloma problemami. Starają się, najlepiej jak tylko potrafią, wychować dzieci, zapewnić najbliższym dobrobyt, związać koniec z końcem. Tak jak i my przeżywają rozczarowania, wypalenia oraz inne przyziemne sytuacje towarzyszące nam przez całe życie.
            Najbardziej w tym filmie spodobały mi się (jak na dzisiejsze standardy), do złudzenia przypominające, sceny. Doskonała synchronizacja i symbioza aktorów, natury oraz rekwizytów. Co jednak nie zasługuje na pochwałę z mojej strony?
            Prawdopodobnie będzie to filtr dodany w post-produkcji, który nadał prawie wszystkim scenom żółto-pomarańczową poświatę oraz miejscami nieprzekonującą grę młodych aktorów. Tak, tak... Zdaję sobie sprawę, że założeniem było przedstawienie jak najlepiej niezręczności pierwszego zauroczenia, ale jednak trochę więcej czasu mogło zostać poświęcone na dopracowanie tego małego szczegółu. Oprócz tych dwóch aspektów nie mam żadnych zastrzeżeń do tego filmu żadnych zastrzeżeń.

            Składając to wszystko do kupy, otrzymujemy naprawdę udany, miejscami zabawny film w doborowej obsadzie (Bill Murray, Bruce Willis, Edward Norton oraz Tilda Swinton). Dzięki niemu, możemy na 90 minut uciec do świata, który tylko dzięki grze pozorów, różni się od naszego. Jako ciekawostkę dodam, iż scenariusz został napisany z udziałem Romana Coppoli (syna Francisa Forda Coppoli - reżysera m.in. Ojca Chrzestnego).

Ogólna ocena: 8/10.

Film ten będzie miał Polską premierę dopiero 23 listopada. Tutaj znajdziesz jego oficjalny zwiastun.

sobota, 27 października 2012

Zwiastun | Iron Man 3



            W sieci od paru dni można znaleźć zwiastun najnowszego filmu produkcji Marvela, czyli Iron Man 3. O ile mi on osobiście nie przypadł do gustu, to patrząc na pozytywne głosy, można odczuć wrażenie, że przyniesie studiu wiele zysków.
            W najnowszej odsłonie serii, główny bohater, Tony Stark stoczy walkę z najpotężniejszym jak dotąd przeciwnikiem. Antagonistą ekscentrycznego miliardera i superbohatera będzie Mandarin (ang.: mandarynka). Jestem ciekaw, czy dystrybutorzy pokuszą się na spolszczenie tej nazwy.

Recenzja | Das Boot (Okręt)


            Jak obiecałem, tak zrobiłem. Pierwszym (oprócz obowiązkowego przywitania się) wpisem jest recenzja. Na pierwszy ogień wybrałem film Das Boot (Okręt).
            Mamy rok 1941, cały świat zaczął już odczuwać skutki II wojny światowej. Marynarze i jednocześnie załoga niemieckiej łodzi podwodnej (U-Boot) spędzają swój ostatni wolny dzień zapijając się do nieprzytomności, starając się zapomnieć o tym, iż z następnej misji mogą już nigdy nie wrócić. Mniej więcej tak zaczyna się film Wolfganga Petersena z 1981 roku.
            Głównie rozgrywa się on na pokładzie wspomnianej wcześniej jednostki, odbywając patrol na Oceanie Atlantyckim. Podczas jego trwania, wbrew pozorom, największym wrogiem załogi nie są obce statki. Jest nim nuda. Marynarze przez wiele tygodni wręcz modlą się o rozkaz ataku. Starają się nie odejść od zmysłów przez rozmowy o swoich podbojach miłosnych i pisanie listów (których jednak nie mogą wysłać). Jednakowoż, gdy ich modły zostają wysłuchane i otrzymują polecenie ataku, nie wszystko idzie według ich myśli.
            Na pochwałę zasługują przede wszystkim gra aktorska, ścieżka dźwiękowa, odwzorowanie wyglądu statku i sam fakt przedstawienia życia codziennego osób, odpowiedzialnych za prawidłowe działanie jednej z najgroźniejszych broni III Rzeszy. Minusem dla wielu osób może okazać się długość (w wersji uncut są to aż 293 minuty, czyli grubo ponad 4 godziny), aczkolwiek na rynku dostępne są także edycje skrócone. Negatywnie trzeba odnieść się natomiast do wyglądu niektórych scen, które oglądaliśmy spoza podkładu, pod wodą.
             Nie chcąc wyspoilerować całej fabuły powiem, że film ten polecałbym raczej wielbicielom militariów i historii, ponieważ miejscami może wydawać się on dla wielu nudny (ze względu na wspomnianą wcześniej walkę z nudą prowadzoną przez żołnierzy), ale zachęcam do poszerzania swoich horyzontów.

Ogólna ocena: 9/10. Godny polecenia, ale głównie dla wielbicieli gatunku.